Najlepsze zdjęcia robi się przy okazji

opublikowano: 22/11/2014

Rozmowa z Michałem Wojtasem, młodym fotografem z Bytomia

Michał Wojtas, Ściana Johna Lennona, Praga

Michał Wojtas, Ściana Johna Lennona, Praga

Skąd u Ciebie zainteresowanie fotografią?

Gdy byłem młodszy, moi rodzice robili dużo zdjęć. Lubiłem oglądać fotografie zebrane w albumach rodzinnych. Często też wspólnie z babcią przeglądałem zdjęcia z okresu wojny lub przedwojenne, zdjęcia przodków i dawnych wydarzeń. Słuchanie opowieści o przeszłości i możliwość zobaczenia dawnych czasów były dla mnie czymś niezwykłym.

Kiedy sam zacząłeś robić zdjęcia?

Gdy byłem w liceum, kupiłem swój pierwszy aparat. Jak każdy wykonywałem zwykłe zdjęcia z wakacji, uroczystości rodzinnych czy spotkań ze znajomymi. Po czasie dokupiłem konwerter do makrofotografii. Możliwość wykonywania zdjęć z bliska tak mnie zafascynowała, że spędzałem wiele godzin spacerując z aparatem po łąkach i wyszukując ciekawe rośliny, kwiaty. Po ukończeniu liceum zacząłem studiować socjologię reklamy i komunikację społeczną. Wtedy też mogłem sobie pozwolić na zmianę aparatu i kupiłem lustrzankę cyfrową. Zdecydowałem się nawet na pójście do szkoły fotograficznej, ale z powodu problemów z oczami musiałem zrezygnować z nauki po pierwszym semestrze. Nie mogłem też fotografować przez kilka miesięcy.

To były przejściowe problemy i mogłeś później wrócić do fotografowania?

Tak, ciągle chciałem zajmować się fotografią, uczyć się… już niekoniecznie w szkole. Stwierdziłem, że dobrym sposobem będzie czytanie o fotografii, oglądanie zdjęć i po prostu praktyka, doskonalenie warsztatu. Rozpocząłem pierwszą współpracę z portalem muzycznym i wtedy rzeczywiście zacząłem robić coraz więcej zdjęć. Duży wpływ na kierunek mojego rozwoju miały jedne z ostatnich zajęć w szkole fotograficznej, w ramach których poszliśmy na koncert Kultu do Spodka. Bliskość muzyków, profesjonalnych fotografów i tysięcy fanów sprawiły, że był to wyjątkowy wieczór.

Michał Wojtas, Koncert Kultu

Michał Wojtas, Koncert Kultu

Czy w jakiś sposób promowałeś swoje zdjęcia albo udostępniałeś je w Internecie?

Tak, początkowo korzystałem z różnych galerii internetowych, typu photoblog.pl, digart.pl. Później dosyć regularnie prowadziłem bloga, ale w końcu zdecydowałem się na założenie strony, którą co jakiś czas uaktualniam. Nie jest to typowe portfolio, raczej pewna forma bloga, z tą różnicą, że zrezygnowałem z możliwości komentowania zdjęć, a nowe wpisy dodaję dosyć rzadko.

Internet stwarza ogromne możliwości jeżeli chodzi o promocję lub prezentację twórczości. Są fora dyskusyjne, portale społecznościowe, internetowe galerie. Fotografowie zakładają też strony lub grupy na Facebook’u. Która z tych form jest według Ciebie najkorzystniejsza? Która sprawdziła się w Twoim przypadku?

Zrezygnowałem z posiadania kont w galeriach internetowych, ponieważ zmieniła się polityka tych stron. Wprowadzano coraz to więcej reklam, a aktywność większości użytkowników sprowadzała się do bezrefleksyjnego komentowania zdjęć i wystawiania najwyższych ocen, licząc na odwzajemnienie opinii. Długo broniłem się przed promowaniem na portalach społecznościowych. Uważałem, że posiadanie własnej strony jest wystarczające. Niedawno jednak założyłem własnego fanpage’a – chaotyczne notatki fotograficzne. Nazwą nawiązuje do bloga, którego kiedyś prowadziłem. Może ta forma sprawi, że zauważy mnie więcej osób i pojawi się szansa na nawiązanie jakiejś ciekawej współpracy.

 Czy często zdarza się, że ktoś kontaktuje się z Tobą, ponieważ zobaczył Twoje zdjęcia w sieci?

Nie, to raczej ja poszukuję kontaktów i dążę do nawiązania współpracy. Na razie jednak nie chcę podejmować się wykonywania bardziej profesjonalnych zleceń. Najpierw chciałbym ukończyć jakiś kurs lub wrócić do szkoły fotograficznej. Dużym problemem jest też sprzęt. Obecnie mam tylko jeden obiektyw 50mm 1.8. Często brakuje mi czegoś, co ma szerszy kąt.

Michał Wojtas, Teatr Łaźnia Nowa, Kraków

Michał Wojtas, Teatr Łaźnia Nowa, Kraków

Wspomniałeś wcześniej, że szczególnie interesuje Cię fotografia koncertowa. Zamierzasz specjalizować się właśnie w tej działce?

Zaczęło się od wspomnianego już koncertu Kultu. Wtedy pierwszy raz robiłem zdjęcia koncertowe, więc byłem rzucony na głęboką wodę. Początkowo wykonanie dobrego zdjęcia było dla mnie bardzo trudne, ale dosyć szybko odnalazłem się w tej sytuacji i spodobało mi się to. Wiadomo, że warunki pracy są trudne, bo nie ma dobrego oświetlenia, muzycy są w ciągłym ruchu, ale trzeba wyczuć tę sytuację i czekać na dobre momenty. Na pewno pomocne okazuje się zainteresowanie muzyką i dobre wyczucie rytmu. Poza tym koncerty są idealną okazją do obserwowania ludzi. Na co dzień wiele osób peszy się przed obiektywem aparatu, raczej unika bycia fotografowanym, jednak w sytuacji koncertu jest inaczej. Większość osób chce zostać uwieczniona na zdjęciach, pozuje do nich albo chcąc zaprezentować się jako bardzo rozrywkowa, na widok fotografa zaczyna bawić się jeszcze bardziej.

Scena Carbon Atlantis / Festiwal Tauron Nowa Muzyka / Katowice / Muzeum Śląskie

Scena Carbon Atlantis / Festiwal Tauron Nowa Muzyka / Katowice / Muzeum Śląskie

Ale nie zamierzasz się ograniczać do tego typu fotografii?

Bardziej profesjonalnie chciałbym rozwijać się właśnie w fotografii koncertowej lub szerzej – eventowej, ale interesują mnie też miejskie reportaże, zdjęcia zaangażowane społecznie. Takie też wykonuję, raczej dla siebie.

Dla siebie?

Mam na myśli zdjęcia, które robię, kiedy wychodzę na spacer z aparatem, kiedy chodzę po mieście i zauważę jakąś ciekawą sytuację czy miejsce. Wiem, że te zdjęcia nie zostaną nigdzie opublikowane, ewentualnie dodam je na swoją stronę albo fanpage’a, ale w charakterze luźnych fotonotatek. Wprawdzie myślę o bardziej spójnych cyklach zdjęć, ale nie chcę tego robić teraz. Na to przyjdzie jeszcze czas. Natomiast zdjęcia zaangażowane społecznie są mi bliskie, bo zawsze lubiłem obserwować ludzi. Studiowałem socjologię, więc mam też socjologiczną wyobraźnię czy wrażliwość.

Zauważyłam to na Twoim profilu facebookowym. Zainteresowały mnie szczególnie zdjęcia miejskich murów, na których są różne napisy, hasła czy rysunki… Czemu tak często kierujesz obiektyw na zabazgrane mury?

Pamiętam pierwszy wykład na studiach, kiedy profesor powiedział, że jako socjolodzy powinniśmy wszystko obserwować, nawet graffiti czy akty wandalizmu. Po jakimś czasie zacząłem dostrzegać, że nie wszystkie takie napisy na murach są przekleństwami, reklamą czy antyreklamą klubu sportowego. Zdarzają się napisy ciekawsze, jakieś myśli, refleksje, z których można odczytać nastrój społeczny panujący w mieście czy dzielnicy, to, co istotne dla ich twórców, ich prywatne wyznania. Na początku trzymałem te zdjęcia w telefonie, ale potem stwierdziłem, że mogę się nimi dzielić. Ciekawe jest też to, że kiedy podróżuję po Polsce, widzę różnice w takich napisach. Wiele z nich jest uniwersalnych, jednak zdarzają się takie, które podkreślają odmienny charakter miasta, większe problemy z bezrobociem, przestępczością czy dostępem do tanich mieszkań.

Michał Wojtas, Zapiski

Michał Wojtas, Zapiski

Jesteś ze Śląska?

Tak, mieszkam w Bytomiu.

Co takie zdjęcia mogłyby mówić o Śląsku? Czy w ogóle Śląsk jest dla Ciebie inspirujący?

Inspirujące, ciekawe sytuacje i miejsca można odkryć wszędzie. Mnie osobiście Śląsk często męczy przez nastrój, jaki tu panuje, przez to, że większość ludzi jest zamknięta w sobie, smutna.

Ale to się chyba zmienia?

Bardzo powoli. Centrum Bytomia potrafi być akurat dosyć przygnębiające.

Rozstajesz się z aparatem czy masz go przy sobie zawsze, kiedy wychodzisz z domu właśnie po to, żeby nie umknęło Ci coś ciekawego?

 Wychodzenie na miasto z myślą o robieniu zdjęć często nie kończy się dobrze. Wracam potem bez żadnych ciekawych fotografii. Myślę, że najlepsze zdjęcia robi się przy okazji. Często mam przy sobie aparat cyfrowy, ale też coraz częściej korzystam z tego wbudowanego w telefon.

Odnoszę wrażenie, że największą inspiracją jest dla Ciebie rzeczywistość. Czy masz fotograficzne autorytety?

Raczej nie. Lubię poznawać twórczość różnych fotografów, oglądać albumy, chodzić na wystawy czy szukać zdjęć w Internecie. Nie wzoruję się na czyjejś twórczości i nie mam wyraźnych idoli.

Rozmawiała Natalia Gruenpeter